
Spotkanie członków grupy „Tkaczki Opowieści” naturalnie potoczyło się w stronę wspomnień o dawnych sposobach leczenia i korzystania z ludowej medycyny. Uczestnicy dzielili się historiami, które pokazywały, jak blisko natury żyli kiedyś ludzie i jak wiele potrafili z niej czerpać.
Jedna z kobiet opowiedziała, że po bolesnym stłuczeniu ręki największą ulgę przyniosły jej okłady z liści brzozy, które skutecznie zmniejszyły opuchliznę. Wspominano także smak i zapach dawnych darów natury – słodycz kwiatów akacji czy tak zwany „boski chlebek”, który dla wielu był przysmakiem dzieciństwa.
Rozmowy dotyczyły również bardziej zaskakujących metod leczenia. Na rany często stosowano okłady z własnego moczu, co było kiedyś powszechną praktyką. Miejsca pokryte wrzodami leczono liśćmi babki, a piołun wykorzystywano przy dolegliwościach żołądkowych.
W domach wiejskich zielarek nie brakowało suszonych ziół i innych naturalnych „leków”. Były one przechowywane z troską i wykorzystywane w razie potrzeby. Życie na wsi, gdzie dostęp do lekarza bywał utrudniony, zmuszało ludzi do samodzielnego radzenia sobie z chorobami. W takich warunkach ogromne znaczenie miały rośliny i produkty dostępne w najbliższym otoczeniu – czarny bez, jasnota biała i purpurowa, żagiewka, żywica świerkowa czy liście chrzanu.
Spotkanie pokazało, że dawna wiedza, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wciąż budzi zainteresowanie i szacunek. To nie tylko opowieści o leczeniu, ale także o relacji człowieka z naturą, która przez wieki była jego najważniejszym sprzymierzeńcem.



















